Relacja z Grand Prix Malmo

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… ok, może nie aż tak dawno i daleko, ale mimo wszystko – jest to relacja z turnieju, który odbył się pół roku temu. Zwykle po takim czasie z trudem mogę sobie przypomnieć, że w ogóle byłem na jakimś turnieju, jednak tym razem od początku planowałem napisać relację i zrobiłem odpowiednie notatki. Ale dlaczego publikuję dopiero teraz? Sprawdźcie w słowniku pod hasłem „prokrastynacja” 😉

Garść faktów

Grand Prix to cykl turniejów, odbywających się ok. 40 razy w roku, w różnych miejscach świata – najczęściej w dużych, popularnych miastach. Jest to najwyższy szczebel rywalizacji otwarty dla wszystkich, co sprawia, że GP są również największymi turniejami pod względem frekwencji, nierzadko osiągając pułap półtora tysiąca uczestników.

Grand Prix Malmo (do dziś nie wiem jak się wymawia tę nazwę) zostało zaplanowane na weekend 19-20 maja 2012. Rekrutacja sędziów zaczyna się z reguły ok. trzy miesiące przed samym turniejem, a jej rezultaty podawane są mniej więcej miesiąc później. Aktualnie zgłoszenia wysyła się przez apps.magicjudges.org.

Planowanie

Na początku marca napisała do mnie Kaja, pytając, czy wybieram się do Malmo, bo znalazła świetne połączenie lotnicze. Wyniki rekrutacji nie były jeszcze ogłoszone, więc jeszcze nie wiedziałem czy będę mógł sędziować – a to dość istotna sprawa w kwestii finansowania tego typu wyjazdu. Z drugiej strony, ceny biletów na samolot są nieprzewidywalne i mają tendencję do zwiększania się dwukrotnie z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia. A tym razem cena była niewątpliwie atrakcyjna; 108zł w dwie strony to prawie jak za tramwaj. No, może miesięcznie. Nigdy wcześniej nie byłem w Malmo, więc uznałem, że zaryzykuję i kupiłem bilet. Był tylko mały problem: samolot leciał z Gdańska. To dość daleko od Krakowa.

Martyna, jedna z najbardziej pozytywnych osób jakie znam

Wkrótce okazało się, że załapałem się do sędziowania i nawet dostałem opłacony hotel, co całkowicie rozwiało moje wątpliwości dotyczące kupowania biletu w ciemno. To jak zatrzymanie dobrej ręki z jednym landem: jeśli dojdzie, to jest naprawdę dobrze, jeśli nie, to jesteś frajerem, bo przecież nie zatrzymuje się ręki z jednym landem. Tym razem doszło :).

Jeśli i tak miałem tłuc się przez wiele godzin w pociągu do Gdańska, to przynajmniej chciałem to jakoś wykorzystać. Udało mi się złapać koleżankę z liceum, Martynę, aktualnie podchorążego marynarki wojennej, pomiędzy rejsami. Drugim elementem planu było przeprowadzenie egzaminu sędziowskiego z Piotrem Andrysem, który jakiś czas temu zwrócił moją uwagę dobrą znajomością zasad i celnymi pytaniami.

Pociąg

Przeglądając połączenia Kraków-Gdańsk natrafiłem na ciekawostkę: wg serwisu PKP najszybszym w miarę tanim sposobem dostania się do Gdyni było wyruszenie z Krakowa w pociągu do Gdyni, a następnie przesiadka w Warszawie na inny pociąg tego samego typu, również jadący do Gdyni. Zyskiwało się w ten sposób godzinę. Brzmi głupio, ale tak wymyślili.

Jak można się było spodziewać, nie tylko mnie zaskoczyła polska myśl kolejowa. Po dotarciu na dworzec we wtorek, pani w kasie odmówiła mi sprzedaży biletu, twierdząc, że to niemożliwe, taki pociąg nie istnieje i może sprzedać tylko bezpośrednio do Gdyni. Zdezorientowany poszedłem sprawdzić rozkład, na którym rzeczywiście widniał mój pociąg, o odpowiedniej godzinie i jadący przez Warszawę. Wróciłem do kasy i poprosiłem kasjerkę, żeby sprawdziła trasę w komputerze. Okazało się to niemożliwe – prawdopodobnie nie umiała. Zrezygnowany zdecydowałem się kupić bilet wyłącznie na pierwszy odcinek trasy, ale pani tylko załamała ręce, że pociąg zaraz odjeżdża i nie zdążę zapłacić kartą. Miałem ochotę odgryźć jej głowę i zakopać pod dworcem, ale wtedy już na pewno bym się spóźnił na pociąg, więc tylko ruszyłem w stronę peronu, przeklinając na głos ze złości.

Kiedy przyszła pora kupowania biletów od konduktora i wyłożyłem sprawę, ten tylko się roześmiał i powiedział, że owszem, PKP jest głupie, ale nie aż tak, żeby jednocześnie wysyłać dwa różne pociągi w to samo miejsce. Poprosiłem, żeby sprawdził. Chwilę później przyznał, że najwyraźniej PKP jednak jest tak głupie i wypisał odpowiedni bilet.

Gdańsk/Gdynia

Blaine Mono, pociąg przyszłości i sadystyczny morderca

Martyna odebrała mnie z dworca wraz z jeszcze jednym kolegą i pojechaliśmy do niej. Jeśli czytaliście Mroczną Wieżę Kinga, to na pewno pamiętacie Blaina Mono, superinteligentny szalony pociąg o demonicznej osobowości. Niby absurdalne, ale czytając autentycznie się go bałem. Podobne wrażenie zrobiła na mnie lodówka w mieszkaniu Martyny. Na pierwszy rzut oka wiedziałem, że jest inteligentniejsza ode mnie i postanowiłem nie wchodzić jej w drogę, ale jej lśniąca, metaliczna powierzchnia i okazywana mi milcząca pogarda przez cały czas wywoływały u mnie nieokreślony niepokój. Aż dziwne, że mi się nie śniła.

Ryba-kamień. Podobno.

W środę pozwiedzałem trochę Gdynię, ze szczególnym uwzględnieniem miejscowego akwarium. Fajna sprawa, zwłaszcza, że bardzo lubię wodę. Przy okazji chciałbym wszystkim polecić jeden z moich ulubionych filmów, Wielki Błękit. Tylko upewnijcie się, że macie wersję oryginalną, bo za to co zrobili z nią Amerykanie powinno się wsadzać do więzienia. Co do samego akwarium, zabawna sytuacja miała miejsce przy pozycji podpisanej jako „ryba-kamień”. Wg opisu, za szybą znajdowała się ryba o nadzwyczajnych umiejętnościach wtapiania się w otoczenie. Po minucie bezowocnego wpatrywania się w wodę zapytałem stojącej obok pary, czy oni widzą tę rybę, ale też nie widzieli. Zaczęliśmy podejrzewać, że to kwestia oszczędności – wystarczy wrzucić stertę kamieni, zalać wodą i napisać, że są tam ryby, tylko doskonale się kamuflują. Niezła sztuczka, chociaż pewnie nie działa z większymi zwierzętami, takimi jak słonie. Zresztą wsadzenie słonia do akwarium jest chyba niehumanitarne.

Większość czwartku zajęła sesja egzaminacyjno-edukacyjna z Gulanogiem. Nie mam pojęcia ile to trwało, w takich sytuacjach tracę zupełnie poczucie czasu, ale na pewno było warto – egzamin zakończył się sukcesem i myślę, że obaj się czegoś nauczyliśmy. Jedynym minusem było to, że wracałem już nocnym autobusem.

Piątek

Dojazd na lotnisko to jedna z moich klasycznych przygód wyjazdowych. Wstałem odpowiednio wcześnie rano, spakowałem się i przepisałem trasę z jakdojade.pl. Wsiadłem w autobus i dojechałem na dworzec w Gdyni, miejsce przesiadki. W tym momencie przyszło mi do głowy, że mam jeszcze dużo czasu i mogę jeszcze upolować śniadanie. Po kupieniu kanapki w Subwayu doszedłem do wniosku, że tak właściwie, to nie mam tego czasu za dużo i jak teraz zacznę biec, to może zdążę na styk na autobus. Ciężko dysząc przebiegłem przejściem podziemnym i wpadłem na przystanek. Próbując złapać oddech i usunąć kolorowe kropki migające mi przed oczami rozejrzałem się w obie strony, szukając autobusu. Nigdzie nie było go widać, co wziąłem za dobrą monetę – byłem na czas, więc gdybym się spóźnił, zobaczyłbym jak odjeżdża. Pewnie utknął w korku. Po paru minutach zacząłem jednak się trochę niepokoić i nagle mnie tknęło; spojrzałem na rozkład: oczywiście, nie ten przystanek.

Nie przyznam się ile zapłaciłem za taksówkę, bo się wstydzę…

Na lotnisku spotkałem kilka znajomych twarzy, paru graczy z okolic trójmiasta i resztę sędziów: Kaję, Haldira, a także jego dziewczynę, Paulę. Po krótkim locie byliśmy na miejscu.

Mówiąc pół-serio, lotniska można podzielić na dwa rodzaje: te z normalnym dojazdem do centrum miasta (np. Kraków) i te drugie (np. Katowice). Wyszukując bilety lotnicze warto sprawdzić jakie są możliwości dotarcia do centrum i uwzględnić je w cenie biletu. Na przykład Ryanair lata tanio do Paryża – ale to złudzenie, bo ląduje w Beauvais, położonym bardzo daleko od Paryża, bez jakiejkolwiek budżetowej opcji transportowej. Co więcej, mając samolot wcześnie rano lub późno wieczorem znajdziemy się w całkowicie beznadziejnej sytuacji i zapłacimy więcej niż za lot „normalnymi” liniami.

Lotnisko w Malmo nie kwalifikowało się właściwie do żadnej z tych dwóch grup, co sugeruje, że powyższy akapit jest bez sensu. Do centrum dojechaliśmy taksówką, która na 4 osoby nie wyszła tragicznie. Co ciekawe, kierowcą okazał się Polak, od lat mieszkający w Szwecji.

W tym miejscu warto dodać coś o miejscowej walucie. Podróżując po Europie łatwo przyzwyczaić się do wszechobecności euro, co może być niebezpieczne. Być może znacie na pamięć, które kraje pozostały przy własnej walucie, ale ja już raz byłem o włos od wyjechania do wielkiej Brytanii bez jednego funta w kieszeni i to będąc tam wcześniej wielokrotnie, raz nawet przez prawie dwa miesiące. O ile macie kartę i środki na koncie, nie jest to tragedią, bo można wyjmować pieniądze z bankomatu po sensownym kursie, ale wciąż jest to trochę głupie uczucie, przyjechać z niewłaściwą walutą. W Szwecji obowiązują korony szwedzkie, warte ok. pół złotówki. Jak cała Skandynawia, jest to bardzo drogi kraj i lepiej mieć to na uwadze planując wyjazd. Pamiętam jak na GP w Kopenhadze po wizycie w sklepie spożywczym zadzwoniłem do przylatującej następnego dnia reszty ekipy, żeby przywieźli drożdżówki, a na GP w Gothenburgu po usłyszeniu ceny jaką zawołał sobie taksówkarz za przejechanie ok. dwóch kilometrów stwierdziłem, że nie skorzystam, nawet gdybym miał połamane nogi i musiałbym się czołgać.

Miejsce turnieju najwyraźniej potrafiło spełniać wiele funkcji.

Kaja, Haldir i Paula zostawili rzeczy w hostelu, kupiliśmy bilety na komunikację miejską (które również sprzedawała Polka) i pojechaliśmy na miejsce turnieju, dość nietypowe, bo wyglądające jak stadion, z trybunami i wszystkim. Nie zdążyliśmy na konferencję sędziowską, często poprzedzającą Grand Prix, więc tylko pograłem trochę EDH. Mam wrażenie, że wraz z popularyzacją formatu zanikł zwyczaj grania w niego przez sędziów. Kiedyś każdego dnia turnieju można było spotkać wieczorem grupę grających sędziów i nawet w mailach przedturniejowych head judge zachęcał do przywiezienia talii. A teraz, na ostatnich paru GP nie widziałem ani jednej gry.

Wieczorem pozostały jeszcze standardowe punkty programu: spotkanie sędziowskie (praktycznie za każdym razem takie samo, wyjaśniające podstawowe rzeczy) i dinner (nazwa może być myląca dla początkujących sędziów, tak naprawdę nie jest to coś, czym można się najeść), po którym pojechałem do hotelu.

Hotele też stanowią ciekawy temat. Większość sędziów, zwłaszcza starszych, nie wyobraża sobie spania w hostelu. Ja z kolei prawie zawsze wybieram najtańszą opcję, nie mając żadnego problemu z np. pięcioma obcymi osobami w pokoju. Nie bardzo rozumiem co w takim Hiltonie usprawiedliwia cenę rzędu 100e/noc, zwłaszcza, że z reguły i tak korzysta się tylko z łóżka i łazienki.

Sobota

Ekipa sędziowska na GP Malmo 2012.


Na dużych turniejach panuje określona forma organizacji pracy. Sędziowie są podzieleni na specjalne jednostki zadaniowe, zwane teamami. Podstawowe teamy są dwa: Paper (zajmuje się pairingami i result slipami) i Deck Check (zajmuje się weryfikacją legalności talii). Na GP pojawiają się też dodatkowe teamy: Logistics (wszelkie inne zadania, szczególnie ważne przy turniejach Limited), Floor (zapewnianie odpowiedniej dostępności sędziów dla graczy), Break (wykonujący zadania teamu idącego na przerwę), Feature (obsługujący feature matche) i dodatkowe teamy Deck Check. Za sprawne działanie teamu i komunikację z innymi teamami oraz head judgem odpowiada team leader. Dodatkowo jeśli frekwencja na GP przekroczy 800 osób, turniej w sobotę jest podzielony na dwie niezależne połowy, zieloną i niebieską, będące w praktyce różnymi turniejami.

Sobotni rozkład zajęć sędziów.


Ja trafiłem do teamu Paper, razem ze Sławkiem, polskim sędzią od paru lat mieszkającym w Szwecji. Same teamy również często mają wewnętrzną strukturę. Z reguły sędziowie w teamie są podzieleni na małe grupy, zazwyczaj pary. Ten system wyznacza naturalnego partnera do wspólnego wykonywania zadań, a także ułatwia lepsze poznanie się, odkrycie swoich mocnych i słabych stron, a na koniec turnieju podsumowanie wrażeń i podanie pomysłów na dalszy rozwój, najlepiej w formie pisemnej, zwanej review.

Formatem GP było Limited Avacyn Restored. Turniej odbywał się wkrótce po wejściu w życie nowego policy w kwestii radzenia sobie z przegapionymi zdolnościami triggerowanymi, więc sobota upłynęła pod znakiem dyskusji o nowym IPG. Zmiana była rewolucyjna i nie wszystkie jej elementy przetrwały do dzisiaj, ale idea pozostała. Najważniejszą zmianą było to, że gracze nie są już odpowiedzialni za zdolności triggerowane, których nie kontrolują. Po raz pierwszy w historii gry gracz widząc złamanie zasad może legalnie zachować milczenie. Okazało się jednak, że nie wszystkie zmiany były jasne dla graczy.

Przykład: Aleksandra posiada Goldnight Commandera, zagrywa stworka i atakuje tym pierwszym. Karolina wyznacza do bloku typka 2/3 i twierdzi, że Commander ginie. Zostaje wezwany sędzia.

Typowy przykład problematycznej zdolności.

Wg zasad obowiązujących na turnieju w Malmo, rację miała Ola. Pomimo nie zwrócenia uwagi na zdolność, czy to świadomie, czy z powodu jej przegapienia, Commander dostawał +1/+1. Wytłumaczenie było takie, że jeśli nie sposób powiedzieć czy zdolność została rozpatrzona, to zakładamy, że została. Gdyby Commander kładł countery +1/+1 zamiast dawać tymczasowy bonus, w opisanej sytuacji zginąłby w combacie. Łatwo zrozumieć dlaczego ten stan rzeczy sprawiał graczom trudności i nie spełniał ich oczekiwań. W pewnym momencie turnieju doszło nawet do sytuacji, że podczas gdy head judge wyjaśniał jednemu z graczy dlaczego zdolność została rozpatrzona, już czekał na niego kolejny appeal dotyczący dokładnie tego samego scenariusza wydarzeń.

W najnowszej wersji IPG ten problem został zaadresowany i obecnie każda zdolność triggerowana musi zostać ogłoszona – w przeciwnym razie nie będzie miała efektu (jeśli taka jest wola przeciwnika). Gracze nie muszą się już zastanawiać, które zdolności zachodzą same, a sędziowie głowić się nad ustalaniem czy powinni interweniować, co nie znaczy, że nowy system jest doskonały. Konieczność informowania o każdej zdolności bywa żmudna i prowadzi do frustrujących sytuacji („Oczywiście, że pamiętałem o exalted, przecież nie atakowałbym stworem 2/2 na 2/3!”). Czy zobaczymy niedługo kolejną inkarnację zasad dotyczących tego zakątka gry? Być może, ale prawdopodobnie nie przy najbliższej aktualizacji.

Zasady triggerów nie były jedyną kontrowersyjną nowością. Wciąż głośna była sprawa karty Cavern of Souls: co zrobić, gdy gracz zagrywa stwora o odpowiednim typie nie informując, której zdolności landu używa do opłacenia kosztu? Pozornie typowy problem okazał się nie mieć oczywistego rozwiązania.

Przede wszystkim, nie można penalizować gracza z powodu niejasnego zagrania. Gdyby to robić, należałoby również wlepiać kary za zagrywanie bez słowa Mana Leaka z dwóch Hallowed Fountain, co jest bardzo naturalnym nawykiem.

Można by było uznać, że w przypadku wątpliwości pytamy gracza, której zdolności użył, ale tapnięcie dla kolorowej many jest jednoznacznie korzystne i zapytany gracz zawsze wybierze tę opcję, więc równie dobrze można od razu uznać, że domyślnie wszyscy korzystają z niekontrowalności.

Zakładanie najkorzystniejszej opcji również ma swoje wady. Bywa, że gracz nie zdaje sobie sprawy, że zagrywa stwora o odpowiednim typie i wtedy policy premiowałoby graczy słabych, nie pozwalając im na popełnienie błędu. Jeszcze większym minusem jest fakt, że gracz jest nagradzany za tworzenie wieloznacznej sytuacji, za słabe komunikowanie swoich działań (przy dobrej komunikacji przeciwnik nigdy nie zmarnuje kontry).

Można też pójść w przeciwnym kierunku i założyć, że w niejednoznacznej sytuacji gracz używa uniwersalnej zdolności, tapując Cavernę za bezkolorową manę. Słabą stroną tego rozwiązania było to, że przy nieuwadze gracza land był stosowany niezgodnie z pierwotnym założeniem.

Po przedyskutowaniu sprawy, wysokopoziomowi sędziowie zdecydowali, że odpowiedzialność za jasną komunikację powinna leżeć na barkach osoby używającej Caverny i zdecydowali się na ostatnią z wyżej wymienionych możliwości. Wkrótce jednak interweniowało R&D, protestując przeciwko rulingowi. Sędziowie zostali zmuszeni do zmiany oficjalnego rulingu na korzystny dla właściciela landu. Zasada obowiązująca do teraz brzmi: jeśli gracz mógł skorzystać z niekontrowalności, zrobił to.

Interesujące jest to, że problem nie pojawił się nigdy przedtem, choć Caverna nie była pierwszą kartą, której to groziło. Za czasów bloku Ravniki chwile świetności przeżywał Court Hussar, często zagrywany z shocklandów. Prawdopodobnie uratowało go to, że żądanie skorzystania z odpowiedniego mana ability miał napisane wprost w tekście karty. W incydentach z Caverną bierze udział kilka kawałków układanki i to za każdym razem innych.

Sprawa Caverny okazała się swego rodzaju porażką. Komunikacja nowego rulingu, będącego całkowitym odwróceniem poprzedniego, zawsze wymaga czasu, przez co niejeden gracz został nieprzyjemnie zaskoczony nieoczekiwanie tracąc kontrę na czar zagrany z feralnego landu. Ponadto sędziowie unikają tworzenia rulingów specjalnie dla pojedynczej karty.

Ciekawostka: poprzednią kartą, która posiadała własny ruling był Dark Confidant. Po zgubieniu jego zdolności w upkeepie ustalano, które karty z ręki są znane wszystkim graczom (np. przez Duress zagrany turę wcześniej), a następnie gracz odsłaniał i tracił życie za kartę o najwyższym koszcie z pozostałych.

Na turnieju nie brakowało też pytań o zasady gry. Zdecydowanie najpopularniejszym problemem okazała się interakcja pomiędzy Angel’s Tomb i stworami z soulbondem – i nie bez powodu, gdyż jej rezultat był najmniej intuicyjnym od lat wśród kart granych w Limited. Jeżeli gracz nie posiadał żadnych niesparowanych stworów w momencie wejścia do gry pierwszego stwora z soulbondem, parowanie z Angel’s Tombem było niemożliwe. W przeciwnym razie – owszem. Krótko mówiąc, efekt zależał od obecności w grze obiektów nie biorących bezpośrednio udziału w interakcji. Jest tak dlatego, że soulbond posiada w tekście tzw. „intervening if” powodujące, że zdolność nie triggeruje, jeśli warunek występujący po słowie „if” nie jest spełniony.

David, jeden z najbardziej aktywnych sędziów na świecie.

Pod koniec dnia z reguły jest trochę czasu na podsumowanie. Usiadłem ze swoim team leaderem, Davidem de la Iglesia i porozmawialiśmy o swoich wrażeniach z całego dnia. Rozmowa zeszła na temat jednej z najtrudniejszych do opisania cech sędziego, czyli leadership. Wymiana doświadczeń w tej kwestii i feedback Davida były dla mnie bardzo owocne, jako że nie jestem urodzonym przywódcą i poznanie innego punktu widzenia dało mi do myślenia.

Pozostało zabrać ze sobą rozkład pracy na niedzielę i udać się do hotelu. Noc z soboty na niedzielę na GP zawsze jest zbyt krótka.

Niedziela

Drugiego dnia GP podział obowiązków sędziów jest znacznie bardziej zróżnicowany niż pierwszego. Sam turniej główny zmniejsza się ok. dziesięciokrotnie i nie potrzebuje już tylu sędziów. Jednocześnie te 90% graczy zaczyna szukać innych zajęć i część znajduje je na public eventach. Sędziowie zajmują się więc albo turniejem głównym, albo którymś z public eventów, albo jednym z zajęć specjalnych, takich jak certyfikacja, rozmowy z sędziami zwane „2-on-1” itp.

Nataliya, jak łatwo się domyślić – Rosjanka.

Ja trafiłem na turniej Legacy, na szczęście organizowane na poziomie Competitive. Na szczęście, bo eventy Regular na GP są raczej nudne – dużo sędziów i prawie nic do roboty. Byłem odpowiedzialny za deck checki, razem z Nataliyą Mikheevą. Ustaliliśmy, że ona będzie podejmować wszystkie decyzje, żeby nabrać doświadczenia i jak się okazało, robiła to tak dobrze, że przez cały dzień nie miałem się czym przejmować.

Tego dnia miałem okazję być świadkiem dwóch ciekawych rulingów. Gracz A tasuje talię swojego przeciwnika przed drugą grą i nagle stwierdza, że brakuje jednej karty. Po krótkiej wizji lokalnej okazuje się, że karta leży pod stołem, po stronie gracza A. Żaden z graczy nie wie jak się tam znalazła.

Co teraz? Na początek zawsze trzeba ustalić czy zdarzenie kwalifikuje się jako któreś infraction i jeśli tak, przyznać odpowiednie penalty. Na koniec zastanawiamy się jak naprawić problem. W tym wypadku byłby to Deck/Decklist Problem, zaprezentowanie nielegalnego decku – gdybyśmy wiedzieli, że karta nie została upuszczona przez gracza A już po zaprezentowaniu. Mogłoby też być to oszustwo; karą za nielegalny deck jest przegranie gry, więc przeciwnik ma niezłą motywację, by celowo upuścić kartę i przedstawić sytuację jako winę właściciela talii. Najzręczniejsi oszuści potrafią nawet kopnąć kartę na drugą stronę stołu, by ich wersja wydarzeń była bardziej przekonująca. Tym razem nie wyglądało to na oszustwo, ale nie byliśmy też w stanie stwierdzić w jaki sposób karta znalazła się na podłodze. Uznaliśmy, że lepiej zaryzykować brak kary dla winnego niż ukaranie niewinnego i nie przyznaliśmy żadnego penalty. Karta wróciła do decku, który następnie został ponownie przetasowany.

W drugiej sytuacji Alicja ma w grze Chalice of the Void z jednym counterem. Natalia w swojej turze korzysta z flashbacku Faithless Looting, dobiera dwie karty, discarduje dwie karty, atakuje i oddaje turę. W tym momencie Alicja zauważa, że Looting powinien był zostać skontrowany i woła sędziego. Wbrew pierwszemu wrażeniu, to nie Natalia wykonała tu nielegalną akcję, a Alicja. Natalia miała prawo z premedytacją zagrać czar, o którym wiedziała, że powinien zostać skontrowany, licząc na to, że Alicja pozwoli złamać zasady gry. W rezultacie Natalia rozpatrzyła legalnie czar, którego nie dało się rozpatrzyć w prawidłowo rozgrywanej grze, a Alicja dostała Warninga za Missed Trigger. Jak łatwo się domyślić, nie była zachwycona. Aktualna wersja zasad doprowadza do tego samego wyniku, z wyjątkiem Warningu dla Alicji.

Warto też wspomnieć o jedzeniu na GP. Z reguły sędziowie otrzymują specjalne „tickety”, dzięki którym mogą za darmo korzystać w dowolnych ilościach z wyżywienia dostępnego na miejscu turnieju. Sędziowałem na ok. 30 turniejach typu Grand Prix i mogę szczerze powiedzieć, że tak dobrego jedzenia nie było na żadnym innym. Nie będę się rozpisywał na ten temat, bo na samą myśl robię się głodny.

Turniej w niedzielę kończy się dużo wcześniej niż w sobotę. Wykorzystałem tę okazję do rozejrzenia się po okolicy i znalezienia drogi do hostelu Kai, Haldira i Pauli. Ustaliliśmy, że rano spotykamy się u nich i idziemy zwiedzać miasto.

Poniedziałek

Most łączący Malmo z Kopenhagą.

Muszę przyznać, że miałem trochę szczęścia. Rozładował mi się telefon i nie miałem możliwości kontaktu z resztą ekipy, ale udało mi się ich złapać w ostatnim momencie, zanim zniknęli w odmętach miasta. Pogoda była naprawdę piękna, w sam raz na spacerowanie. Zostawiliśmy bagaże w szafkach na dworcu i Paula, która znała już Malmo, oprowadziła nas po okolicy. Mnie najbardziej zdziwiła niska gęstość zaludnienia (a przynajmniej takie odniosłem wrażenie) i bliskość Kopenhagi (na sprawdzianach z geografii ściągałem). W końcu przyszedł czas na powrót na dworzec, taksówkę na lotnisko i powrót do Polski.

Jeśli kiedyś będziecie potrzebowali szybko wrócić z lotniska w Gdańsku do centrum, sprawdźcie do czego wsiadacie. Zaraz po wyjściu z terminalu podeszli do nas dwaj mężczyźni, mocno reklamując swoje usługi transportowe. Szybko się okazało, że bynajmniej nie jest to najtańszy sposób dostania się do miasta. Ciekawe jak często ktoś się nacina na tego typu oszustów. Wsiadanie do pociągu na dziesięciogodzinną podróż ma w sobie coś z rosyjskiej ruletki – albo przedziały będą puste i będzie można się komfortowo wyspać, albo będą zapchane i kolejne kilkanaście godzin będzie torturą. Tym razem mieliśmy szczęście 🙂

Epilog

Chociaż od turnieju minęło sporo czasu, pewne pytania pozostają aktualne i chętnie poznałbym wasze opinie na niektóre tematy. Czy podoba wam się aktualne policy w kwestii zdolności triggerowanych, czy może macie jakiś pomysł na jego poprawienie? Czy jesteście zadowoleni z rulingu w sprawie Cavern of Souls? Jak waszym zdaniem przejawia się leadership? Macie lepsze pomysły na rozwiązanie sytuacji z kartą pod stołem? A w przypadku Chalice, co byście zrobili, gdyby Natalia natychmiast dobrała karty, nie czekając na reakcję Alicji, która natychmiast po tym zawołałaby sędziego, wyraźnie świadoma triggera? Podzielcie się swoimi przemyśleniami!

3 myśli nt. „Relacja z Grand Prix Malmo

  1. Amp, strasznie lubię Twój styl – a w większej formie brzmi świetnie! Dzięki że udało Ci się prokrastynację pokonać.
    Czy w sytuacji z kartą pod stołem konsultowaliście się z HJ? Czy uważasz, że powinniście? Mi się wydaje, że tego typu decyzje, gdzie prawdopodobieństwo oszustwa jest może nieduże, ale jednak realne, a sędzia przy stole nie jest w stanie do końca ustalić faktów, powinien podejmować Head Judge.

  2. Dzięki! 🙂

    Tak, HJ był obecny i myślę, że słusznie. Mimo wszystko było to jakieś investigation, więc powinien je robić sędzia główny.

  3. Jeśli chodzi o Cavern of Souls to od zawsze byłem zwolennikiem „automatycznej” niekontrowalności. Główny argument przeciwko, ten o „słabym komunikowaniu swoich działań”, nigdy mnie nie przekonywał, ponieważ uważam że strategia „nie wiem czy przeciwnik pamięta że jego stwór jest typu X i nie wiem czy powinienem spróbować skontrować czy nie” nie jest czymś co chcemy wspierać.

    I moja osobista opinia na temat Missed Triggers bazuje na podobnych podstawach. Ogólnie jestem zadowolony ze stanu aktualnego, chociaż uważam że poszło to trochę za daleko w stronę „ogłaszać wszystko”. W tej chwili to na właścicielu triggera ciąży obowiązek „udowodnienia” że o nim pamiętał… a ja preferowałbym sytuację w której to na przeciwniku ciąży obowiązek udowodnienia że właściciel zapomniał (oczywiście mówię tylko o triggerach typu „must”, a nie „may”) — wydaje mi się to bardziej w duchu tego co jest napisane na kartach.

    Zdaję sobie sprawę że to pewnie nie ma szans przejść jako oficjalne zasady: wydaje mi się że działałoby całkiem dobrze dla pewnych zdolności (np. Shrine’y), ale pewne inne (np. Exalted) prowadziłyby do „triggerów Schrödingera”: przez pewien czas nie byłoby jasne czy dany trigger się wykonał czy nie… Mnie osobiście się to podoba (jak ktoś mnie atakuje Qasali Pridemage’em i nie wiem czy pamiętał o Exalted czy nie, to mogę się zapytać, a jak nie chcę się pytać to po prostu nie wiem i tyle), ale zdaję sobie sprawę że to nie do końca pasuje do oficjalnych założeń odnośnie tego że aktualny stan gry musi być zawsze jednoznaczny.

Możliwość komentowania jest wyłączona.