Moje pierwsze Grand Prix

Karakas Judge Promo

Karakas głównym sponsorem wyjazdu na Grand Prix

Była środa, późnym popołudniem. Zaczęło się, a właściwie dopiero miało się zacząć. Zadzwoniłem do Witka, czy wyjechali już z Torunia – plan był prosty, start w Toruniu w trzy osoby, w Bydgoszczy zgarniają mnie i moją narzeczoną, a potem do Lyonu na GP. Niektórzy z nas jechali tam grać, inni na konferencję sędziowską, a jeszcze inni zwiedzać Francję. Już na początku zaliczyliśmy małą czterogodzinną obsuwę, ale ostatecznie udało się wyruszyć w pełnym, pięcioosobowym składzie: Witek, Radek, Kamil, Inga (moja narzeczona) i Sylwek (ja). Padło jeszcze ostateczne pytanie, czy ktoś się rozmyślił, a potem oficjalne zablokowanie drzwi i w drogę!

Podróż omawialiśmy i planowaliśmy już od tygodni, wstępne koszty były wyliczone, samochód na gaz pożyczony, rezerwacja w hotelu zrobiona, nawet talie do grania formatu modern zamówione u ludzi. Wystarczyło znaleźć się na miejscu i zacząć zabawę.

To było moje pierwsze Grand Prix i do ostatniej chwili miałem mnóstwo wątpliwości, czy wystarczy mi pieniędzy na wyjazd, jak będzie wyglądać konferencja sędziowska, a jak sędziowski „Dinner”. Nie wiedziałem nawet za bardzo co zastanę na miejscu, ani co zabrać ze sobą na tą okazję. Niemniej było to dla mnie prawdziwe wyzwanie i nic nie mogło mnie odwieść od wyjazdu.

W spokoju dojechaliśmy do granicy Niemiec, robiąc postoje co około 1-2 godziny, dzięki czemu nie było widać oznak zmęczenia po kierowcach. Ostatni postój w Polsce zrobiliśmy, by zatankować tańszego gazu i w tym miejscu należałoby wspomnieć o pierwszej wpadce: okazało się, że podczas poprzedniego tankowania w Toruniu został uszkodzony „wlew” i musimy jechać na benzynie. Podnosiło to co prawda koszty wyjazdu, ale nie psuło za bardzo planów i po zatankowaniu jechaliśmy dalej.

Po przekroczeniu granicy dało się zauważyć różnicę w nawierzchni, choćby po tym, że nagle część osób zapadła w sen podczas spokojnej jazdy, nie przerywanej już podrzucaniem samochodu na nierównościach. Minęła noc i w świetle słonecznym zauważyliśmy, że przejeżdżamy obok wielu ciekawych miejsc, jak np. Schweinfurt (Świniogród), jakiegoś wulkanu w Niemczech niedaleko granicy Szwajcarskiej oraz paru zamków na dosyć wysokich górkach. Rano dojechaliśmy do okolic Stuttgartu, gdzie musieliśmy zjechać z autostrady, bo miał miejsce jakiś poważny wypadek w tunelu i była ona nieprzejezdna. Spędziliśmy godziny w korku w jakichś niemieckich miasteczkach, jadąc kilka kilometrów na godzinę za sznurem pojazdów przekierowanych tak jak my. Mijaliśmy wiele karetek pogotowia, kilka pojazdów straży pożarnej i policji, więc utwierdziło nas to w przekonaniu, że wydarzyło się coś poważnego.

Fun fact: W trakcie jazdy autostradą chłopacy postanowili włączyć piosenkę AC/DC „Highway to Hell” i właśnie w tym momencie minęliśmy 666 kilometr autostrady 😉

Zurich jest położony nad jeziorem, obok którego wznoszą się Alpy

W końcu udało się dojechać do granicy Szwajcarii, a potem już bezproblemowo do Zurichu, gdzie mieliśmy się spotkać ze znajomymi Witka. Muszę stwierdzić, że Mateusz i Kasia okazali się bardzo mili i dzięki ich gościnności zostaliśmy oprowadzeni po mieście oraz siedzibie Google. Generalnie (celowo użyłem tego słowa, bo ostatnio Witek je lubi 😉 ), można by powiedzieć, że kopara opada na ten widok, ale nie oddałoby to nawet części wrażenia. Siedziba Google ma 6-7 pięter, na każdym znajdują się stanowiska pracy (które na oko zajmują maksymalnie 20% powierzchni budynku) i zaplecze socjalne (które zajmuje około 80%). Na zaplecze socjalne składają się: kuchnie na każdym piętrze z napojami, kawą, miejscem do zrobienia śniadania i często dekorowane, np. na dżunglę, gdzie między roślinami ustawione są stoliki; pokoje z grami na konsole, instrumentami muzycznymi, piłkarzykami, bilardem, książkami  i wieloma innymi udogodnieniami, które mają poprawić wydajność pracowników. Nie wspominając o sali do spania, zjeżdżalni, którą można zjechać z piętra na parter, stołówce – w zasadzie nie trzeba wychodzić z pracy. W zasadzie budynek Google przypominał raczej raj dla dużych chłopców albo park rozrywki niż firmę.

W Szwajcarii domy jednorodzinne to główny typ zabudowy.

Samo miasto również robi wrażenie. Położone jest nad rzeką i jeziorem, ma mnóstwo parków i wydzielonych miejsc do spacerowania, jest czyste, zadbane i spokojne. Co jest charakterystyczne dla zabudowy nie tylko Zurichu, ale również całej Szwajcarii, domy jednorodzinne stanowią w niej większość.

Fun fact: Katastrofa w tunelu, która spowodowała zamknięcie autostrady w okolicach Stuttgartu i konieczność objazdu dla kilku tysięcy samochodów, okazała się niemieckimi ćwiczeniami na wypadek wypadku. 😛

Cała nasza ekipa: Górny rząd od lewej: Sylwek (ja), Radek, Kamil
Dolny rząd od lewej: Inga, Witek, Mateusz (kolega Witka mieszkający w Zurich)

Po zwiedzaniu udaliśmy się już prosto do Lyonu z kilkoma krótkimi przystankami na stacjach benzynowych. Na miejsce dotarliśmy około godziny 2.00 w nocy. Trochę czasu zajęło nam znalezienie właściwego budynku, ale w końcu zatrzymaliśmy się przed hotelem i tutaj nastąpiła kolejna wpadka: okazało się, że nasza rezerwacja nie istnieje. Nie mogliśmy nic z tym zrobić, bo hotel miał automat, który wpuściłby nas po wpisaniu nazwiska osoby robiącej rezerwację, a nikogo w recepcji już o tej porze nie było. Zapobiegliwie nie odbierali też telefonów. Nie zostało nic innego, tylko spędzić noc w samochodzie i rano próbować wyjaśnić sprawę, co też uczyniliśmy. Brak rezerwacji okazał się wynikać z błędu w nazwisku zrobionym przez pracownika i niezwłocznie dostaliśmy klucz do pokoju. Po szybkim rozpakowaniu i wzięciu prysznica udaliśmy się na miejsce imprezy, gdzie wyszła na jaw następna wpadka, tzn. chłopaki z Wa-wy nie mogli przyjechać i Witek nie miał decka do grania na GP.

Grand Prix i konferencja sędziowska

Grand Prix było organizowane w dużej sali jakiegoś międzynarodowego centrum konferencyjnego, kiedy tam dotarliśmy, zaledwie zaczynano zdejmować stoły z palet. Szybko odnaleźliśmy miejsce konferencji i drugiego wykładu (na pierwszy niestety nie zdążyliśmy). Przed rozpoczęciem Witek szybko pokazał mi innych sędziów „ten jest z Argentyny, Ci z Włoszech, ten coś robi, ten zna wszystkie języki, Ci są skądśtam”, ale i tak nie zapamiętałem większości.

Z konferencji zapamiętałem za to kilka ważnych rzeczy, poza samymi wiadomościami, oczywiście. Jedną z nich i chyba najważniejszą było to, że taka konferencja, to całkiem dobra zabawa, inną były pomysły rozbudowy lokalnego społeczeństwa. Do tej pory pamiętam nawet imiona kilku sędziów prowadzących seminaria, co mi się nieczęsto zdarza. Najlepiej pamiętam genialną prelekcję Neila na temat pierwszej pomocy, którą  doprawił porządną dawką dobrego humoru. Również poruszono tematy prowadzenia dochodzenia, certyfikowania nowych sędziów lvl1, pisania review, rozwoju społeczności sędziowskiej oraz wtedy ważny dla mnie temat „Twoje pierwsze Grand Prix”, który słyszałem łącznie już dwukrotnie, raz na letniej konferencji w Gdańsku i drugi raz podczas wyjazdu do Lyonu. Konferencja przebiegła sprawnie, po czym dostaliśmy „cukierki”. Jedyne do czego mogę mieć uwagi, to rozkład przerw i prelekcji. Dobrze byłoby zrobić je blokami, tzn. trzy prelekcje i półgodzinna przerwa, trzy prelekcje i godzinna przerwa obiadowa, trzy końcowe prelekcje, a nie, jak to miało miejsce, dwie prelekcje, dwugodzinna przerwa obiadowa, a potem siedem prelekcji bez przerwy. Na tych ostatnich już lekko przysypiałem, przez długi czas trwania konferencji oraz z powodu niewyspania po nocy spędzonej na tylnym siedzeniu auta.

Review

Warto by się podzielić czymś przydatnym, skoro już piszę na temat konferencji, a więc podzielę się tym co zapamiętałem o pisaniu review.

  • Co to jest review? Jest to ewaluacja lub omówienie, dotyczące np. zachowania osoby z zespołu lub innej, którą mamy okazję obserwować.
  • Dlaczego właściwie pisze się review? Jest kilka powodów: jest to wymaganie do osiągnięcia lvl 2, oczekuje się tego od sędziów na GP, że napiszą review swoim kolegom z zespołu, pomaga innym się rozwijać, ale według mnie najważniejsze jest to, że pomaga w rozwoju własnych umiejętności oraz kontrolowaniu postępów.
  • Komu i kto może napisać review? Otóż może to zrobić niemal każdy, czyli np. sędzia, widz, gracz, scorekeeper, organizator, przedstawiciel mediów, a wystawić może je innemu sędziemu, graczowi, widzowi, itd. Warte dodania jest, że review można wystawić nawet sobie samemu. Z tego co słyszałem, praktyczne jest wystawianie samemu sobie review w odstępach czasu rzędu kilku miesięcy, by potem można było czytać poprzednie i sprawdzać, w jakich dziedzinach poczyniliśmy postęp, a co należy jeszcze dopracować.
  • Co powinno zawierać review? Według standardów powinno zawierać nasze dane(osoby wystawiającej review), dane osoby opisywanej oraz jej mocne i słabe strony.
  • Czy należy trzymać się tego schematu? Nie, dobrze jest napisać to według schematu, ale równie dobrze może to być opis jakiejś konkretnej sytuacji w jakiej uczestniczyła ta osoba, nasze wrażenia z pracy z nią,  obserwacje itp., nie muszą to być koniecznie jej słabe i mocne strony.
  • O czym pamiętać pisząc? Powinniśmy starać się nie urazić osoby, którą opisujemy. Można to zrobić, używając odpowiednich zwrotów, np. zamiast pisać „jesteś siaki i owaki”, lepiej opisać jej zachowanie, czyli coś co możemy zaobserwować. Jeśli napiszemy „jesteś nieodpowiedzialny”, to uderzamy w jego osobę i po pierwsze, może się za to obrazić, a po drugie, nie dajemy mu wskazówek, co właściwie zrobił źle. Natomiast jeśli sformułujemy to na przykład „zostawiając niepilnowany stół z boxami zachowałeś się nieodpowiedzialnie”, to odnosimy się do zachowania tej osoby i od razu dajemy jej wskazówki, co było nie tak. Inną praktyczną czynnością, o której warto pamiętać, to robienie na bieżąco notatek o osobie, której wystawiamy review, ponieważ niektóre ważne rzeczy mogą nam uciec z pamięci. Dobrze jest też oddać gotowe review komuś innemu do przeczytania, bo ta osoba może wyłapać ewentualne błędy.
  • Dlaczego nie piszemy review? Uczestnicy seminarium odpowiadali często, że mają opory przed wystawieniem negatywnej opinii, nie są pewni, kto będzie czytał to, co napiszą albo że nie jest to wymagane dla sędziów levelu 1. Jeśli dobrze zrozumiałem, nasze review może zostać przeczytane przez sędziów wyższego levelu (bodajże 3+), Koordynatora Regionalnego, przez nas samych oraz przez osobę, której wystawiamy review. Co do wymagań, nie jest to wymagane dla sędziów lvl 1, ale bez tego nigdy nie będzie można osiągnąć wyższego poziomu. Dużo osób boi się wystawiać negatywne opinie, jednak z tego, co mówili inni sędziowie, są one nawet lepiej widziane, niż te pozytywne, ponieważ pomagają rozwijać się zainteresowanym (bo skąd niby ktoś miałby wiedzieć, że coś jest do poprawy, jeśli nikt nie wystawiałby mu negatywnej recenzji).

Jak przygotować się na taki wyjazd, jak zagraniczne GP

Wracając do ostatniego wspomnianego przeze mnie tematu konferencji, czyli „Twoje pierwsze GP” – mogę śmiało powiedzieć, że wykład jest bogaty w wiedzę, co robić kiedy się sędziuje, jakie są procedury, co jest do zrobienia oprócz samej pracy w czasie GP, ale jednak brakuje czegoś ważnego, czyli jak przygotować się na ten wyjazd.  Osoby, które już wcześniej wyjeżdżały, mogą uznać moje sugestie za banalne, ale komuś, kto jedzie pierwszy raz mogą pomóc. Warto by było wspomnieć nowym osobom, że dobrze jest zabrać ze sobą duuużo jedzenia na drogę i na pobyt, jeśli nie chce się potem płacić 1,5 euro za butelkę najtańszej wody mineralnej (bo ceny są kosmiczne) albo w ogóle chce się mieć jedzenie, bo w niektórych krajach sklepy w weekendy są zamknięte. Przy liczeniu kosztów podróży warto też zrobić zakładkę w postaci przynajmniej ¼ planowanych środków, bo dochodzą takie nieprzewidziane wydatki jak parking, konieczność zakupu kart do talii, booster boxów po turniejach (opcjonalne, ale jeśli ktoś chce kupić boxa za ~85 Euro to warto ująć w planach ten wydatek), wpisowe na turniej główny i turnieje dodatkowe. Niektóre z tych wydatków nie będą najmniejsze, przykładowo na miejscu imprezy za parking na 3 dni wyszło nam prawie 50euro, czyli 200zł, a nie było innej opcji parkingowej w promieniu kilometrów, a kawa na miejscu GP kosztowała do kilku Euro za kubeczek wielkości kieliszka.

Dobrze jest też wiedzieć jak na przykład wyglądają side eventy; w Lyonie można było zagrać drafty za 15 euro, Two-Headed Sealed za 30euro, chaos draft (polegają na tym, że na 24 boostery każdy jest z innej edycji), legacy za 8 euro, w których zwycięzca zgarniał Wastelanda itp.  Ceny kart mogą spowodować zawrót głowy. Najlepszym odzwierciedleniem byłoby wzięcie średnich cen z TCGplayer.com i zamiast na przykład 10 dolarów, śmiało można użyć 10-12 euro. Nie warto zabierać ze sobą żadnych mało grywanych commonów, uncommonów ani rarów o wartości mniejszej niż kilka złotych, bo to tylko wpływa negatywnie na kręgosłup, a nikt ich nie kupuje, za to dobrze jest mieć karty foil, które schodzą tam po niezłych cenach. Przydaje się również telefon z dostępem do internetu, gdy ktoś nie zna dobrze cen, bo można zostać oszukanym. Jeśli natomiast zamierzamy sędziować, to najlepiej nie brać żadnych kart poza talią do EDH, bo nie będzie czasu nawet przynieść klasera.

A oto lista rzeczy, na które należy uważać, a o których zapomina się wspomnieć wcześniej:

KRADZIEŻE: Jeśli spisujesz karty do talii, nigdy nie odchodź od stołu, nie zostawiaj ich samych i staraj się mieć cały czas na oku. Kradzież kart podczas spisywania przytrafiła się jednemu z nas – wystarczył moment nieuwagi i zniknęły playsety Scalding Tarnów i Spell Snareów. Byłem również świadkiem, jak handlarzowi siedzącemu obok mnie skradziono jeden z klaserów, dlatego warto nie brać ze sobą więcej niż jeden segregator, najlepiej duży, bo trudniej go ukryć i łatwiej upilnować.

HANDEL KARTAMI: Wymianę kart powinno się prowadzić tylko w wyznaczonej strefie i nie można sprzedawać ich za pieniądze, chociaż z tego co zauważyłem, jeśli ktoś bardzo chciał sprzedać karty, to po prostu brał pieniądze na zewnątrz sali głównej albo przekazywał je pod stołem.

LOGISTYKA: Kolejnym utrudnieniem jest brak szatni, a więc polecam zostawić kurtkę w samochodzie, bo inaczej będzie to dodatkowy element wymagający pilnowania przez najbliższe 10 godzin – na sali jest ciepło i trzeba ją nosić w ręku. Na miejscu nie było również opcji na zakup normalnego jedzenia (chyba, że kogoś satysfakcjonuje jakaś drożdżówka za XX,99 euro) ani zamówić pizzy (nawet nie zauważyliśmy żadnej pizzerii otwartej w weekend), więc wychodząc z hotelu dobrze wziąć ze sobą jakieś jedzenie i picie na kilka godzin.

Z ciekawszych aspektów tej imprezy, to możliwość zobaczenia na własne oczy kart z POWER 9 i stosów duali po kilkadziesiąt sztuk leżących za szybkami u traderów. Do tego atmosfera eventu na prawie 1,5 tysiąca osób jest świetna i tak naprawdę nikt nie będzie się nudził. Jeśli nie chcesz grać głównego eventu, to możesz zagrać drafty, jeśli nie chcesz i tego, to można zawsze pooglądać rzadkie karty albo pohandlować, a jeśli i to Ci się znudzi, to można poobserwować gry, poznać wiele miłych osób albo postać w kolejce i zebrać podpisy od artystów. Opcji jest wiele i każdy może się dobrze bawić. Ja nie zagrałem żadnego turnieju, mimo to nie nudziłem się ani minuty i mój pierwszy wyjazd wspominam z radością, nie mogąc doczekać się następnego, już niedługo.

Fun fact: Po przejechaniu Szwajcarii, gdzie Porsche, Mercedes, Audi i Volvo to standard, Francja wydała mi się krajem biednym i do tego spotkał nas taki widok z okna hotelu:

Na dachu tego garbusa stała jakaś klatka dla papużek – zupełnie jak na filmach z lat 50′

Powrót

Chociaż te 20 godzin drogi powrotnej minęło nam zaskakująco szybko, to nie znaczy, że nic ciekawego się nie wydarzyło. W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze dwie wpadki, czyli tym razem fotki z fotoradarów. Jedna w dziwnej sytuacji, kiedy po wyjeździe z tunelu z ograniczeniem do 80km/h zobaczyliśmy znak z ograniczeniem do 60km/h w odległości kilkudziesięciu metrów i podczas hamowania błysnął nam po oczach flash. Warto dodać, że jechaliśmy w Szwajcarii i przekroczyliśmy prędkość  o jakieś 4-7km/h. Drugą focię pstryknięto nam na jakiś wioskach za przekroczenie prędkości o 8-15km/h.

Oprócz wpadek było też dużo zabawy, bo chłopaki otwierali sześć boxów kupionych na GP. Generalnie rekord pobił Kamil, który otworzył w 30 boosterach crap rary po 1zł, a pozostałe 6 boosterów zwróciło mu boxa. Warte wspomnienia jest też to, że rary z reguły się nie powtarzały w żadnym boxie, czyli zwykle na 36 boosterów było 35-36 różnych rarów, nie licząc foliowanych.

W tym radosnym nastroju wróciliśmy do kraju i zjedliśmy „polski obiad” w McDonald’sie przy granicy. Chociaż na co dzień nie jem w tym przybytku, to jednak po trzech dniach na zupkach z paczki nie miałem nic przeciwko.

Podsumowując, pomimo łącznie 48 godzin w samochodzie, wielu wpadek i paru rozczarowań, nie mógłbym nigdy powiedzieć, że wyjazd na GP był w jakiś sposób nieudany. Bawiłem się świetnie i zrobiłem dwa postanowienia: napisać review oraz jeździć na GP co najmniej kilka razy w roku. Tych co jeszcze nie byli serdecznie zachęcam do takiego wyjazdu. Tych co już byli raczej nie muszę. 😀

Pozdrowienia z Bydgoszczy,
Sylwek

Kategorie: Relacje. Tagi: , , , , , . Autor: Sylwester. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

O Sylwester

Pochodzę z Grabiny koło Płocka. Przygodę z Magiciem zacząłem jakieś 12 lat temu. Przebywając w Tatrach, zostałem wtajemniczony przez kolegę, który grał kartami z 4 i 5 edycji. Na tym samym wyjeździe udało mi się kupić grę Shandalar na Krupówkach w Zakopanem (od tej pory Tatry kojarzą mi się głównie z M:tG). Po 8 latach, dzięki bratu, zostałem z powrotem wciągnięty w ta grę, o której zdążyłem już niemal całkowicie zapomnieć. Tym razem przyszedł czas na grę turniejową. Odkąd zacząłem grać interesowały mnie powiązania między poszczególnymi kartami, co pozwoliło przyswoić dosyć szybko zasady. W 2012 roku udało mi się zdać egzamin na sędziego lvl 1 u Witka Waczyńskiego. Studiowałem w Bydgoszczy na Collegium Medicum, skończyłem studia magisterskie ze Zdrowia Publicznego, specjalności Elektroradiologia oraz dwuletnie studium masażu. Na co dzień jestem pracownikiem Centrum Gier Pegaz, gdzie organizuję turnieje i przygotowuję się do egzaminu na lvl 2. Oprócz tego zajmuje się również masażem i rehabilitacją domową. Moim marzeniem jest otworzenie rentownego gabinetu masażu, zebranie kolekcji kart do legacy i rozkręcenie sceny M:tG w Bydgoszczy.

5 myśli nt. „Moje pierwsze Grand Prix

  1. Spoko relacja. Trochę żałuję, że nie rozpisałeś się bardziej na temat otoczki konferencji sędziowskiej (judge dinner), bo sam się wybieram w tym tygodniu do Bochum i nie wiem czego się spodziewać.
    Co do jedzenia, to podejrzewam, że wszystko zależy od kraju, w którym odbywa się GP. W ubiegłym roku byliśmy z ekipą w Pradze i żarcie było pyszne, obfite, ogólnodostępne i tanie jak barszcz. Smażony ser z hranolkami + browar kosztuje tam tyle co powiększony zestaw w niesławnym McDonaldsie.
    BTW, pozwoliłem sobie na zrobienie korekty twojego tekstu, bo miałeś nieprawidłowo sformatowane nagłówki (a prosiłem na forum…) i niezłego babola w pierwszym akapicie (spuszczę na to całun milczenia). 😉 Ciekaw jestem ile jeszcze czasu minie zanim zaczniecie prawidłowo formatować swoje artykuły. 😛 No cóż, póki co będę je poprawiał. Może napiszę jeszcze coś więcej na ten temat na forum.

    • Na temat judge dinner nie rozpisywałem się dużo, bo muszę stwierdzić, że nie było to jakoś super przygotowane, tzn. jedliśmy na stojąco przy jednym ze stołów na sali GP, były małe ubytki w naczyniach/sztućcach (wziąłem ze sobą wino domowej roboty i nie było z czego pić, dopiero po dłuższej chwili gospodarze załatwili kubeczki) i jakoś tak nie jest to najlepsze moje wspomnienie z piątku. Pokrótce: mimo że był to dopiero mój pierwszy, to jednak wierzę, że spotkają mnie fajniejsze judge dinnery, które z chęcią opiszę.
      Dzięki za poprawkę babola, następnym razem jak word mi będzie podkreslał na czerwono, to będę wiedział, że coś się dzieje 😉 A na poważnie, to ten edytor podkreslił mi połowę tekstu i męczyłem się ze 2 godz. z edytowanie, więc mogłem parę błędów popełnić. A o nagłówkach po takim czasie męczenia się z kilkoma fotkami już nie pamiętałem.
      pozdrawiam 🙂

  2. Fajnie się czytało.

    W przypadku review dane osoby wprowadzającej są dodawane automatycznie, więc nie trzeba się tym przejmować. Przed turniejem, z którego chcesz napisać pierwsze review polecam zapoznanie się z funkcjonalnością judge center w tej kwestii, żeby wiedzieć czego się spodziewać.

    Piątkowe dinnery zawsze mniej więcej tak wyglądają, więc nie spodziewajcie się nie wiadomo czego :P. Żałuję tylko, że mnie nie było i nie załapałem się na wino domowej roboty 🙁

    • Wino domowej roboty zapowiedziało swój udział w dinnerze w Bochum, jakby ktoś się wybierał 😉

  3. Spoko tekst!

    Widać trochę brak doświadczenia z pisaniem, ale to przychodzi z czasem 🙂
    No i gratuluję pierwszego GP ;]

Możliwość komentowania jest wyłączona.